Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rysowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rysowanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 czerwca 2016

Trudna sztuka szkicowania

Cześć!

Szkicowanie to bardzo ważny etap każdego rysunku. To od szkicu zależy, czy model z portretu będzie podobny do tego ze zdjęcia. Już nie raz przekonałam się, że nawet nieduży błąd może zaważyć na podobieństwie.

Wczoraj miałam okazję szkicować w ciemnościach. Jedynym źródłem światła był komputerowy monitor oraz mała lampka, którą wykonałam we wpisie walentynkowym. To doświadczenie okazało się być świetną szkołą szkicowania, dlatego dzisiaj od samego rana pracowałam nad kolejnym szkicem szkoleniowym. Postanowiłam pokazać Wam, jak wyglądają poszczególne etapy mojej pracy nad tworzeniem portretu ze zdjęcia.





Przybory jakie używam do szkicowania to niezmiennie ołówek H, gumka do mazania w ołówku oraz zwykła gumka. Do ołówka H od zawsze żywię moc ciepłych uczuć. Myślę, że w przypadku szkicu warto używać dowolny ołówek - byleby nie zbyt twardy lub miękki. Znając ołówki, lepiej sprawdzą się te o pośredniej miękkości (wielkim znawcą nie jestem, rysuję od niedawna! ;) ).

Pracowałam dzisiaj nad szkicem na podstawie tego zdjęcia:



Krok pierwszy - rozmiar zdjęcia
Czytając kilka moich wpisów można łatwo wywnioskować, że mam wieczne problemy z drukarką. Wiele osób rysujących wspomaga się wydrukowanym zdjęciem - ja nie miałam takiej możliwości zbyt często, dlatego wprawiłam się w rysowaniu prosto z monitora. 
Drukując zdjęcie można dopasować je do wymiarów kartki, dowolnie poprzycinać obrazek w programach komputerowych. Rysując na podstawie wyświetlanej grafiki trzeba posłużyć się innym sposobem; jest to porównanie.


Trzymając kartkę obok zdjęcia mogę bez problemu oszacować, czy musi ono zostać przycięte, powiększone, czy w jakikolwiek inny sposób zmodyfikowane. Ja zazwyczaj nieco je powiększam.

Krok drugi - bazgranie
Czytając kilka moich wpisów można również zauważyć, że wyznaję zasadę niechlujstwa na kartce. Im więcej zamieszania, błędnych kresek i poprawiania, tym lepiej mi się rysuje! Czasami dążę do realistycznego efektu - szczególnie, gdy chcę oddać jak najwięcej podobieństwa na portrecie. Wtedy muszę nieco przystopować z moją ogromną chęcią bazgrolenia kresek gdzie popadnie. Ten szkic będzie przykładem właśnie tego czystego niechlujstwa :)

Zaznaczam wstępnie, gdzie znajduje się jaka część ciała mojego modela (Sylvestra, którego można było poznać we wpisie o Nadziejce!). Lekko nanoszę linie pomocnicze - odmierzam ołówkiem długości każdej części twarzy i metodą "na oko" zamieszczam je na kartce.

Mniej więcej tak wygląda moje odmierzanie. Tutaj znalazłam ołówek, który oddaje wielkość głowy Sylvestra na "jeden i trochę".



Mocniej zaznaczam resztę ciała, nie przejmując się tym, że na chwilę obecną wszystko, co na kartce nieco różni się tym, co ukazuje zdjęcie. Naprawdę warto jest (choć na próbę!) zapomnieć o chęci oddania podobieństwa i od ogółu dotrzeć do szczegółu.



Zaznaczyłam linię włosów. Spostrzegłam, że moja naniesiona linia pionowa dociera mniej więcej do czubka czupryny Sylvestra, co pokazuję Wam ołówkiem :)



Postanowiłam nie omijać ładnego tła ze zdjęcia. Naniosłam jakieś kreski ekhem... "pomocnicze".



Krok trzeci - nanoszenie szczegółów
Powoli, nie przejmując się błędami nanoszę kolejne szczegóły twarzy. Resztę obrazka właściwie przez cały czas ignoruję - skupiam się na części, która jest (według mnie) najważniejsza w portrecie. Jak widać na poniższym obrazku, lekko zaznaczyłam oczy, usta i wstęp do nosa.



Następnie wymazuję wszystko to, co do tej pory naszkicowałam - uważając jednak na to, by zostawić lekki zarys mojego szkicu szczegółów.
Korzystając ze stworzonych wcześniej bazgrołów i mając przed sobą zdjęcie, staram się narysować każdą z części twarzy. Lekko wymazuję przy tym główne linie - poziomą i pionową, na których do tej pory opierałam swoje bazgrołki.





Krok czwarty - główne poprawki
Nadszedł czas na porządki. Zauważyłam, że linia twarzy musi zostać poprawiona, dlatego powróciłam do odmierzania, a wyniki pomiarów zaznaczyłam na twarzy modela. 



Tak wygląda mój szkic po wszystkich poprawkach i wymazaniu bazgrołków:



Podczas, gdy przechodzę do wypełniania twarzy, cieniowania, zazwyczaj ponownie lekko zmazuję poszczególne części szkicu i delikatnie rysuję je na nowo. 

Nie radzę traktować tego wpisu jako tutorialu na temat szkicowania. Myślę, że każdy z Was rysujących ma swój sposób na dobrze wykonany szkic - może ktoś zechce się nim podzielić?
Piszcie w komentarzach; macie jakieś niezawodne tricki, dzięki którym szkic do portretu zawsze wychodzi Wam idealnie? :)

Zuza :)

czwartek, 19 maja 2016

Sarnia Nadzieja + wpis organizacyjny #2

Cześć!

Czy tylko ja mam problem z zapanowaniem nad stresem?
W trakcie matur (które - mam nadzieję, że dla mnie już się skończyły!) próbowałam wielu sposobów, polecanych przez rodzinę, przyjaciół i internautów. Niestety, nawet bazgranie po kartce nie przyniosło upragnionego i wyczekiwanego przeze mnie skutku.

Jednak - gdyby nie maturalny stres, nie powstałoby to... coś.
Sarnia Nadzieja! Któż inny, jak nie ja, mógł na to wpaść? :)




Uwielbiam sarny i jelenie. To według mnie najbardziej urocze zwierzęta, jakie istnieją.
Od długiego czasu poluję na zdjęcie z sarną, czekam na odpowiedni moment, by wykonać na swojej twarzy makijaż, dzięki któremu choć na moment mogłabym poczuć się jak sarna. Sądzę, że w poprzednim wcieleniu na bank byłam właśnie sarną. A jeśli nie, będę w kolejnym!

Nadzieja, jako Księżniczka, którą narysowałam już czwarty raz, musiała więc przeobrazić się w sarnę. Na dodatek możecie pierwszy raz zobaczyć ją z nowym nabytkiem (który ma w nosie! :) ).
Ot taki dziwny, niecodzienny i bardzo niechlujny rysunek chodził mi po głowie. 

Co do kwestii organizacyjnych; jako, że jestem już po maturach, mogę stopniowo powracać do blogowania. Przepraszam Was baaaardzo, że tak długo trwała moja przerwa. W trakcie całego roku szkolnego nie miałam ani krótkiej chwili, którą mogłabym przeznaczyć na wcielanie większych kreatywnych pomysłów w życie.
Na szczęście jest już po wszystkim! Dlatego zapowiadam, że do Was powracam - z głową pełną pomysłów oraz wielkim zapałem do pracy :)

Jednak na chwilę obecną nie mogę podać konkretnego dnia, w którym będę dodawać wpis. Bardzo możliwe, że kolejne wpisy będą pojawiały się nieregularnie, ponieważ muszę nadrobić nie tylko straty blogowe - na czas nauki tak jakby "zniknęłam" ze świata, w związku z tym chciałabym przeznaczyć swój czas na powrót do życia w każdej sferze :)

Jak się Wam podoba kolejna odsłona niechlujnej Księżniczki?
A czy Wy macie swoje sprawdzone sposoby na pokonanie stresu? :)

Zuza ;)

czwartek, 24 marca 2016

Wielkie starcie: wiszer vs jego brak :)

Cześć!
Bardzo się cieszę, że po dłuuuugiej przerwie od rysowania w końcu mogę pokazać Wam najnowsze rysunki. Ostatnio nie rysuję zbyt często; mój czas zajmuje głównie szkoła i Simsy :)

Obydwie prace, które dzisiaj Wam zaprezentuję znacznie się od siebie różnią - i nie chodzi mi tutaj o wygląd portretowanych mężczyzn :)



Moi drodzy! Po wielu próbach, podejściach, w końcu stworzyłam rysunek bez użycia wiszera. Tak, możecie być ze mnie dumni, bowiem w moim przypadku to nie lada wyczyn :D
Zanim przejdę do tej jakże wyjątkowej i niesamowitej pracy, którą tworzyłam z dala od nawet najmniejszej chęci rozmazywania, zaprezentuję Wam portret Mehmeta Gunsura, czyli księcia Mustafy z serialu "Wspaniałe stulecie".


Podczas rysowania Mustafy zależało mi na podobieństwie, lecz przede wszystkim był to dla mnie dosyć ważny test - nie wiedziałam, czy po przerwie od bazgrania po kartce będę umiała naszkicować, a potem "upodobnić" szkic do postaci ze zdjęcia. Jak na tak długą przerwę, jestem zadowolona z uzyskanego efektu.
Nie jest to wspaniała, idealna praca, lecz na jej podstawie łatwo jest zauważyć, nad czym muszę jeszcze długo pracować. I o to chodziło! :)

Po skończeniu portretu księcia postanowiłam, że nadeszła pora na spełnienie swojego marzenia.
Własny portret Doriana Graya. To jest coś!


Książka Oscara Wilde "Portret Doriana Graya" zawiera zupełnie inny opis głównej postaci od tej - wykreowanej w filmie "Dorian Gray" (w reżyserii Olivera Parkera).
Jednak zdecydowałam się pozostać przy filmowym Dorianie - przede wszystkim przez wzgląd na odtwórcę głównej roli. Jest nim Ben Barnes (czyli mój ukochany książe Kaspian z Narnii :D).

Dlaczego tym razem nie użyłam wiszera?
Powód jest błahy i myślę, że nikt nie podejrzewałby mnie o takie kaprysy!

Bynajmniej nie chodziło mi o wypróbowanie swoich sił w rysowaniu bez rozmazywania. Co więcej: nadal nie czuję się na tyle wprawiona w rysowanie, by ćwiczyć tę trudną do opanowania technikę.
Ja po prostu chciałam uzyskać efekt bardziej niewyraźny, może niechlujny (? ;)). Głównie po to, by Dorian na rysunku był podobny do tego na filmowym portrecie.

Oto fragment portretu, o którym mowa :)

W tym przypadku (o dziwo!) również jestem zadowolona z efektów pracy.
Pomimo, że widać na niej moje techniczne braki, nadal cieszę się, że Dorian na portrecie wygląda właśnie tak.
Przyznaję, że wiszera użyłam tylko i wyłącznie do ciemnych części garderoby Graya. Podczas rysowania koszuli nie rozmazywałam ołówka (i właśnie na tym przykładzie widać, że rysowanie bez rozmazywania szło mi nieco lepiej w końcowych etapach pracy, niż początkowych :D).

Według mnie, pomimo braku umiejętności i wprawy, w walce wygrywa rysowanie bez wiszera. Sądzę, że nadaje pracy charakteru, rysunek nie jest wtedy tak "płaski". To moje zdanie.

A Wy; co sądzicie o tej walce? Wygrywa wiszer, czy może jego brak? :)
Jak oceniacie moje (pełne błędów i niedociągnięć) prace?
I czy podoba się Wam nowy wygląd bloga? :D

Zuza ;)

środa, 23 grudnia 2015

inspiracje - prezent na ostatnia chwile

Hej ho!
Świąteczny nastrój panujący w galeriach handlowych i na zdjęciach w internecie jeszcze mi się nie udzielił.
Licząc na cud chciałabym podzielić się z Wami inspiracjami - oraz zabieganych, spóźnialskich wielbicieli "zakupów na ostatnią chwilę" (w tym mnie!) natchnąć do pójścia na te ostateczne zakupy przedświąteczne w celu odnalezienia prezentu idealnego.

Wprawdzie ja wisienkę na torcie (czytaj: prezencie) położyłam już wczoraj, dokupując ostatniusie drobiazgi, bez których upominki nie uzyskałyby pełnej formy, ale wierzę (a nawet wiem), że są na tym świecie osoby, którym pomysłów na prezent brak i z wyprawą do sklepu zwlekają już od poprzedniego tygodnia. W tym miejscu chciałabym pozdrowić mojego przyjaciela, Adama - tak, to między innymi o Tobie mowa :D

Razem z siostrą Emilią przygotowałyśmy listę pomysłów na prezenty pod choinkę, które są jednocześnie urocze, jak i przydatne. Pamiętajcie: dobry prezent to prosty prezent! I z taką dewizą radzę wybrać się do sklepu - lecz najpierw zachęcam, aby zapoznać się z inspiracjami:




10 POMYSŁÓW NA

PREZENT POD CHOINKĘ

(popełniony na ostatnią chwilę)





1. SKARPETY! :)

Wiem, że tego typu prezenty mają wielu zwolenników, tak samo jak i przeciwników. Jednak wyobraźmy sobie: ciepłe skarpety w świąteczne wzorki... Skarpety w nadrukiem postaci z bajki... Czyż to nie cudowny miniprezent? Według mnie bez skarpet nie ma prezentu pod choinkę - i nawet, jeśli prezenty już macie, warto się wybrać po parę ciepłych skarpet, ażeby podarek był w pełni świąteczny i zimowy :)




2. MOC SŁODYCZY!

Czekolady, słodkości, żelki - to dosyć popularna część prezentu. Jednak gdy własnoręcznie upieczone pierniczki zapakujemy w bezbarwny papier i przewiążemy wstążką lub miętowe cukierasy zapakujemy we własnoręcznie oklejone świątecznym papierem pudełeczko - prezent zostanie obdarzony magią świąt. Dodatkowo: do jego wykonania wcale nie potrzebujemy kilku tygodni - wystarczy jeden wieczór!




3. KOSZ Z JEDZENIEM!

Niechaj każdy z nas odpowie sobie w ciszy: czyż jedzenie nie byłoby idealnym prezentem dla każdego z nas? Czy aby przypadkiem nie jedzenie było cudowną sprawą, dla której warto spieszyć się do domu po szkole/pracy/spełnieniu obowiązków? Czy to nie jedzenie kochamy najbardziej?
Jeśli na choć jedno z powyższych pytań odpowiedziałeś, Czytelniku "NIE!", powinieneś szybko zmienić zdanie.
Do wiklinowego, niedużego koszyka (mógłby być wyścielony na przykład materiałem) polecam włożyć dżemy, konfitury, ciastka, miód, orzechy, owoce: pomarańcze, mandarynki, banany, jabłka - a na popitkę, jeśli obdarowywana przez nas osoba jest pełnoletnia, trzeba dołożyć świąteczną nalewkę (jeśli niepełnoletnia: na przykład dobry sok pomarańczowy!) i prezent jest gotowy.
Użyteczny, pyszny, pachnący. Myślę, że każdy z nas byłby zadowolony, dostając pod choinkę między innymi jedzeeeenieeee! ;)


4. KOLOROWANKI!

Istne "must have!" dla kreatywnych. Popularne kolorowanki dla dorosłych opanowały każdą księgarnię, więc jest to prezent łatwo dostępny i całkiem przydatny! 
Poczujcie się więc niczym ja, gdy publikuję wpisy na blogu: powtarzajcie sobie "bądźcie kreatywni, ludzie!" i zachęcajcie obdarowywaną osobę do ruszenia głową i ręką z kredką - niechaj obudzi w sobie uśpioną kreatywność :)


5. CASE NA TELEFON!

Nawet w sklepach z odzieżą pokrowce wiszą na wieszakach przy kasie. A jest to gadżet bardzo przydatny, szczególnie dla niszczycieli smartfonów (niszczyciele - łączmy się!). Case to upominek, który można znaleźć wszędzie i zawsze się przyda. Gdy będzie wizualnie zaspokajał Wasze poczucie estetyki - jest to prezent - strzał w dziesiątkę! :)




6. KSIĄŻKA KUCHARSKA!

Taa, ja znowu o jedzeniu... Ale pomyślcie: gdy do kosza z jedzeniem dołożycie wypasistą książkę kucharską, prezent nabierze innego znaczenia. Nie tylko zachęcicie bliskich do jedzenia, ale także do gotowania! Zawsze można na tym skorzystać i próbować nowo poznanych potraw, pochodzących z książki. Dobrym wyborem będzie na przykład dzieło Marty Dymek - z superowego i pewnie dobrze Wam znanego bloga - Jadłonomii. To nie reklama, na pewno nie opłacona. Ja tylko zachęcam do zapoznania się z tą książką oraz przepisami :)


7. PODUCHA!

Prezentuję Wam własny projekt, który jest typowym prezentem "na szybko".
Potrzebujecie jedynie poduszkę, poszewkę, nożyczki, klej na gorąco oraz kawałek materiału - może być w kratę, w śnieżki, ja wybrałam futerkowy i milusi.

- Wybrany wzór rysujecie na kartce (mój wybór: superjeleń), wycinacie.
- Nanosicie wzór na kawałek materiału, ponownie wycinacie :)
- Powstały kształt naklejacie klejem na gorąco na poszewkę.
- Ubieracie poduszkę w stworzone ubranko.
- Cieszycie się szybkim efektem, swoimi zdolnościami i kreatywnością :)


Jeśli uznacie, że jednak to zbyt wymagające zadanie (nie jest wymagające, nie wmawiajcie sobie :D), w sklepie bez problemu znajdziecie ładne, ozdobne poszewki na poduszki.
Osobiście byłabym zadowolona z takiego prezentu - może ktoś z Was również? :)


8. ZESTAW CIEPŁOLUBA!

Jeśli znacie osobę ciepłolubną, ten prezent będzie dla niej idealny. Zresztą, chyba każdy lubi ciepełko!
Duży kubek (widziałam śliczne i tanie w sklepie Carrefour), gorąca czekolada (można dołożyć pianki do zestawu), kocyk, kapcie i termofor. Czy jest coś lepszego, od zimowego zestawu "ciepełko"? :) Obdarowywana osoba będzie gotowa na każdą śnieżycę :D



9. PACHNIDŁA!

Gotowe zestawy kosmetyków są chyba zbyt popularnym prezentem, dlatego mam dla Was coś podobnego, a jednak nowego.
Aby znaleźć superowe pachnidła, Waszym celem powinny być mydlarnie!
Wspaniałe rozmaitości: mydło o zapachu ciemnej czekolady z pomarańczą, waniliowym, kokosowym, cynamonowym, pierniczkowym, a nawet o zapachu baobabu - do wyboru, do koloru - a raczej: do zapachu! 
W mydlarni każdy znajdzie coś dla siebie. Ja na pewno postawiłabym na wanilię i kokos, a co wybralibyście Wy? :)


10. SUPERWYPASISTY ZESZYCIOR!

Na zdjęciu jest kolejny z moich własnych projektów.
Można ozdobić zeszyt według własnych upodobań (kilka inspiracji TU! i TU!) lub kupić zeszyt, kalendarz, notatnik. Chyba każdy z Was dobrze wie, że miejsca na pisadła nigdy za wiele :)




Ja swój zeszyt ozdobiłam farbkami wodnymi i tuszem kreślarskim. Na okładkę przykleiłam tablicową naklejkę (zdobytą w sklepie NANU-NANA).
W kwestii zeszytów pomysły chyba nie mogą się skończyć, dlatego polecam spędzić dzisiejszy wieczór na dekorowaniu okładek :) Będzie to prezent wyjątkowy - zdecydowanie!


To koniec mojej i Emilii listy prezentów, które można zorganizować na ostatnią chwilę.
Macie jakieś swoje pomysły? Koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach - możemy pomóc wielu osobom, które do dzisiaj nie zorganizowały wszystkich prezentów :)


Przy okazji chciałabym życzyć Wam wszystkim zdrowych, radosnych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia! Mam nadzieję, że spędzicie je razem z rodziną; w ciepełku i z dobrym jedzeniem :D

Zuza :)


Wykorzystane i nie podpisane zdjęcia pochodzą ze strony pinterest.com :)

piątek, 7 sierpnia 2015

co sie kryje w Zuzki glowie? :) - Nadège

Cześć!
Dzisiaj opowiem Wam o genezie portretu jednej z moich panienek z Francji :D
Moja ulubiona - Nadège, doczekała się kolejnego portretu i wprawdzie nie byłoby to nic nadzwyczajnego, gdyby jej pierwowzorem nie był mężczyzna. Ale o tym za chwilę... :)



Może pamiętacie Nadège z wpisu o inspiracjach i moim odejściu od wiernego kopiowania fotografii?
Zaznaczyłam tam, że do powstania sióstr zainspirował mnie język francuski. I owszem! Był on głównym powodem, przez który postanowiłam narysować takie śliczności z wyobraźni :D

Sylvester Ulv (według mnie) nie należy do piękności. Poznałam go w jednym z teledysków, w którym występował. Początkowo uznałam go za wybitnie brzydkiego modela, lecz z czasem zaczęłam lubić jego niecodzienną urodę.

źródło: thefashionography 

Jego zdjęcia opanowały mój prywatny Tumblr, często oglądałam jego zdjęcia - po prostu, z nudów. Nie, żeby nagle zaczął mi się podobać - jego osoba zaciekawiła mnie, chciałam dowiedzieć się o nim więcej. W związku z moją ciekawością szukałam filmów na Youtube, które przedstawiają jego osobę, jak również wpisywałam jego imię i nazwisko w Google (aby wyszukać i poznać przeróżne ciekawostki o Sylvestrze).

Oto zdjęcie, które w szczególności zainspirowało mnie do rysunku. Źródło.


Chyba podświadomie zmieniłam plany co do wyglądu Nadège na pierwszym portrecie. Jak wiecie z poprzedniego wpisu o niej, początkowo miała być grzecznym, spokojnym aniołkiem. Nie minęło dużo czasu, aż doszło do zmiany postanowień - w ostateczności Nadzieja stała się moją ulubioną postacią, której wygląd w pewnym stopniu odzwierciedla moje własne upodobania.


Nie, żebym ja sama uwielbiała nosić irokez, ale ryjek mi się śmieję, gdy widzę osoby z tak pięknymi fryzurami :) 



Nadzieja, jako moja kochana i cudowna ulubienica doczekała się drugiego portretu. Nie mogę obiecać, że na tym się zakończy. Sama nie wiem, czy jeszcze kiedyś wpadnę na nowy pomysł, ale na razie - kilka słów o Nadège numer dwa.



Chciałam, naprawdę szczerze chciałam narysować jej włosy. Jednak po kilku przymiarkach i różnych kombinacjach (irokez, włosy położone na bok, krótka fryzura) uznałam, że ŁYSA NADZIEJA TO NAJLEPSZA NADZIEJA :D
A żeby nie było nudno, nieudolnie starałam się narysować jej wianek. Nie chciałam, żeby był złożony z wielu rodzajów kwiatów lub aby był gruby i napakowany zielskiem. Miał to być rząd drobnych, czerwonych kwiatków (bez względu na to, co to za kwiatki są) - zrobiłam tak, jak planowałam.

Moje kredkowe umiejętności są raczej na poziomie przedszkolaka, dlatego przepraszam każdego mistrza kolorów :) Kombinowałam jak mogłam, aby kwiaty wyglądały... jak kwiaty. No i żeby przy tym nie zlały się w czerwoną opaskę.


Nadège wygląda właściwie tak, jak sobie to zaplanowałam - oprócz jednej małej zmiany.
Nadzieja miała być ubrana w swoją czarną koszulkę, lecz na jej nagość wpłynęły głównie trzy czynniki

1. Moje lenistwo nie pozwoliło mi na rysowanie najnudniejszej części rysunku
2. Nie potrafię stworzyć ładnego ubrania
3. Spodobała mi się taka forma rysunku

I oto jest! Wymarzona, wyśniona, piękniejsza wersja Sylvestra.

Czy podoba się Wam moja nowa praca?
I czy u Was też jest tak gorąco? :D

Zuza :)

piątek, 3 lipca 2015

wakacje! - zniszcz ten dziennik #3

Hejka!
Wakacje to czas, który spędzam na pracy i tworzeniu.
Cały początek tygodnia spędziłam na robocie, a wczorajszy i dzisiejszy dzień przeznaczyłam na uzupełnianie Dziennika. Przedstawiam wam kilka Dziennikowych nowości - niektóre naprawdę go zniszczyły :D



Pierwszą i główną zmianą było... ulepszenie okładki :)
W Dzienniku można znaleźć stronę, na której mamy do odbębnienia pięć zadań: pomazać okładkę, stronę tytułową, ze wskazówkami oraz redakcyjną. Musimy też zagiąć rogi swoich ulubionych stron.
Ja już dawno zrobiłam wszystkie zadania oprócz jednego - pomazania okładki.
Mój Dziennik (jak już kiedyś wspominałam) jest raczej ozdabiany, a nie niszczony - dlatego zamiast pomazać, okleiłam okładkę ozdobnym papierem :)







Mam bzika na punkcie gazet naukowych. Moje szuflady zajmuje "Świat wiedzy", "Sekrety nauki", czy "Świat na dłoni". Nie mogłabym postąpić inaczej - zadanie "Przyklej tu przypadkowe strony z gazet" wykonałam, korzystając z moich zasobów "Świata wiedzy" :)






















Monolog wewnętrzny uzupełniałam przez długi czas i w końcu mogę uznać, że jest skończony.
Użyłam do niego fragmentów tekstu piosenek, ulubionych wierszy, cytatów z filmów i książek. 























Wypełnianie strony kółkami - to było czasochłonne, ale całkiem przyjemne i proste do wykonania zadanie.




Na sam koniec zostawiłam dripping, który pokazałam na pierwszym zdjęciu. 
Muszę przyznać, że... po prostu mnie poniosło :D
Początkowo mój katalog plam miał być wypełniony tylko pojedynczymi kolorami farb, jednak strony wydawały się być smutne i zwyczajne. Porządnie skropione farbą kartki Dziennika o wiele bardziej mi się podobają - a Wam? Oceńcie sami :)





Mam nadzieję, że wakacje spędzacie na odpoczynku i nie uciekają Wam one tak szybko, jak mi.
Niestety - koniec roku dopiero się zaczął, a ja w ciągu tego tygodnia nie zdążyłam poczuć, że są wakacje. I jak co roku mam już ochotę iść do szkoły - własnoręcznie ozdabiane zeszyty, notesy, ołówki zachęcają mnie do nauki jeszcze lepiej, niż dobra ocena z matematyki! :D Na szczęście do moich szkolnych ręcznych robótek jeszcze daleko i mam nadzieję, że wakacyjny czas w końcu stanie w miejscu i nie będzie pędził tak szybko do przodu.

A Wy, uzupełniacie swoje Dzienniki podczas dni wolnych od szkoły?

Zuza :)

piątek, 12 czerwca 2015

co poradzic na brak weny? :)

Cześć!
Koniec roku szkolnego już tuż tuż. Jedynym przedmiotem, z którego chciałabym dostać coś wyżej, niż ocena proponowana jest znienawidzona przeze mnie HISTORIA - jestem na profilu humanistycznym, co nie przeszkadza mi pałać niechęcią do historii. Jest to nie lada wyzwanie, dlatego proszę, trzymajcie kciuki, aby się udało! :)

Słońce dogrzewa tak mocno, że nie mam ochoty na nic, oprócz siedzenie w fotelu i picie schłodzonej wody. Tak więc właśnie - ostatnio cierpię na ciągły brak weny twórczej.
I co poradzić na tę męczącą przypadłość?

Przedstawiam wam moje rady na twórczą niemoc :) :

1. Wyjdź na zewnątrz!

Jeśli pogoda na to nie pozwala, to przynajmniej wyjrzyj przez okno :) Otoczenie jest inspirujące, a przebywanie na świeżym powietrzu na pewno poprawi ci humor. Nawet w takie upalne dni, jakie ostatnio nas męczą :D Może zauważysz coś, co jest warte uwiecznienia? Bodźce z zewnątrz często są w stanie zdziałać cuda!

2. Weź kartkę i bazgraj po niej :)

Brzmi abstrakcyjnie, ale to jeden z moich sposobów na odzyskanie chęci rysowania. Nie chodzi mi tu o bazgrolenie bez ładu i składu, ale zawsze można rysować figury geometryczne, małe drzewka, kreski, cokolwiek tylko przybędzie do naszych pustych w tym momencie głów :) Z takich bazgrołów powstało wiele moich pomysłów - nie wszystkie zostały zrealizowane, a wiele z nich nadal czeka na swą kolej, ale zadziałało! ;)

3. Zainspiruj się pracami innych!

Z tego sposobu korzystam bardzo często. Zapewne posiadasz swoje ulubione blogi, strony internetowe artystów, którzy są dla ciebie wzorem do naśladowania. Zajrzyj w ich prace! Brak weny to świetna okazja do zastanowienia się nad kunsztem artystycznym swojego mistrza.
Jeśli to nie zadziała - spójrz na cudze rysunki w Google Grafice lub na stronie DRAWING PENCIL, o której już kiedyś wspominałam. Umieszczane tam rysunki naprawdę zachwycają i łatwo jest odnaleźć chęć do rysowania, patrząc na dzieła innych.




4. Zajrzyj do zdjęć!

Zdjęcia swoich ulubionych aktorów, wokalistów lub członków zespołu - to też pobudza wyobraźnię. Może sekretna chęć stworzenia portretu nagle się obudzi, a na dodatek powstanie świetny rysunek z ulubionym aktorem w roli głównej?
A może tak, jak w przypadku moich Trzech Francuskich Księżniczek pomysł powstanie po zobaczeniu przypadkowych zdjęć/rysunków z ciekawymi fryzurami? :)

5. Posłuchaj ulubionej muzyki!

Banalne, oczywiste - i działa! Przykładowo ja podczas rysowania, często słucham muzyki, za którą nie przepadam na co dzień. Jeśli umiesz grać na jakimś instrumencie, spróbuj zagrać swój ulubiony utwór. Nie tylko zachęci cię to do gry, ale też obudzi twoją artystyczną duszę - przynajmniej w moim przypadku granie zawsze  zachęcało mnie do dalszego rozwoju artystycznego :)

6. Daj sobie spokój :D

Dla mnie brzmi śmiesznie, ale jeśli nie znajdziesz żadnego naturalnego podkręcenia dla twojej weny, być może krótki odpoczynek zdziała cuda. Prześpij się ze swoją niemocą, popatrz się w sufit, przejdź się na spacer. W okresie oczekiwania może nagle napotkasz się na swoją wenę? Czasami niespodziewane i spontaniczne wydarzenia najmocniej zapadają nam w pamięć, więc pozostaje nam mieć  nadzieję, że nagła wena twórcza zaowocuje najmocniej :)


A jakie wy macie sposoby na brak weny twórczej?
Jak radzicie sobie ze swoją męczącą niemocą? :)

Zuza :)

piątek, 29 maja 2015

troche o mnie - zniszcz ten dziennik #2

Cześć! ;)
Wakacje zbliżają się do uczniów wielkimi krokami - już częściej świeci słońce, bez wahania można ubrać krótkie gatki.
Mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawę z tego, co aktualnie dzieje się w szkołach - świetnym przykładem na ocenowe wariactwo jest mój terminarz ze sprawdzianami na przyszły tydzień. Piszę cztery sprawdziany w ciągu trzech dni!
Aby na chwilę uciec od obowiązków i nauki, mam dla was kreatywny pierwszy wpis do zakładki "o mnie" :)


Na rzecz pustej zakładki wybrałam kilka już uzupełnionych (lub wypełnionych z myślą o blogu) stron Dziennika. Postanowiłam ukazać wam kilka faktów o mnie, opinii oraz ciekawostek :)

Mój pierwszy wybór padł na stronę "Bębnij po tej stronie ołówkami (lub kredkami)" :)


Jak widać, bębenek był rysowany spontanicznie i niestarannie - kolory wybierałam na zasadzie "która kredka wpadnie w łapsko", zaś za pałeczki posłużyły mi kredki.
Podłączyłam słuchawki do telefonu i odtworzyłam playlistę z najczęściej odtwarzanymi piosenkami - na stronie obok wypisałam wszystkie piosenki, jakie tylko usłyszałam ;)


Twa - The Word Alive, MMF - Memphis May Fire, EIMH - Eris Is My Homegirl :)

Poznaliście moją aktualną playlistę, teraz pora na "co mam w torebce" :D


To zadanie wydawało się być idealne do mojego pomysłu - jednak obrysowywanie przedmiotów o nieregularnych kształtach było nie lada wyzwaniem.




Myślę, że dosyć dziwnym pytaniem byłoby "Zuzanno, jak ty w ogóle pachniesz?", ale jeśli kogokolwiek kiedykolwiek będzie to interesowało - odpowiedź jest prosta :)


Uwielbiam zapach tej wody toaletowej - nie zmieniam perfum od dobrych trzech lat :)

Bardzo lubię oglądać ładne samochody - jako, iż mój gust jest dosyć... specyficzny (i sama się do tego przyznaję), od pewnego czasu oglądam jedynie Mini Coopery :D
Oczywiście nie pocierałam dziennikiem o obce Mini - brud na kartkach pochodzi z samochodu mojej mamy. Co oczywiście nie przeszkodziło mi narysować Mini na stronie obok :) (pierwszą jego wersję można zobaczyć TU)



 Pozostało mi pokazać wam ostatnie zadanie, które wypełniłam specjalnie z myślą o tym wpisie.
Jest to "miejsce na negatywne komentarze".


Poprosiłam rodzinę, przyjaciół i zwierzęta o opisanie moich negatywnych stron. Wszyscy byli zaskoczeni słysząc ode prośbę "podaj jakąś moją negatywną cechę", ale myślę, że każdy z nich na swój sposób poradził sobie z zadaniem :)

Nie, tymi podpisami pod cytatami wcale nie ukazuję swojej wrednej strony :)

Drugą stronę przeznaczyłam na moje własne negatywne myśli na swój temat. Starałam się nie użalać nad sobą i nieco się ograniczałam :D




To by było  na tyle, jeśli chodzi o dzisiejszy Dziennikowo - poznawczy wpis.
Macie może jakieś pytania o mnie, które was nurtują? Jeśli tak - piszcie śmiało w komentarzach pod wpisem. Jako, iż będę miała wolny czas dopiero podczas wakacji, a nie chciałabym kolejnego zastoju w pojawianiu się wpisów, chętnie opiszę kwestie, o których mnie poinformujecie.

Jak podoba wam się ta niecodzienna forma uzupełniania strony, która od początku istnienia bloga utknęła w etapie tworzenia?
Macie jakieś propozycje, które strony Dziennika mogę uzupełnić i zaprezentować je wam w przyszłych wpisach?
No i w końcu - czy wy też nie macie wystarczającej ilości czasu na naukę? :)

Zuza ;)