Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portret ołówkiem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portret ołówkiem. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 czerwca 2016

Trudna sztuka szkicowania

Cześć!

Szkicowanie to bardzo ważny etap każdego rysunku. To od szkicu zależy, czy model z portretu będzie podobny do tego ze zdjęcia. Już nie raz przekonałam się, że nawet nieduży błąd może zaważyć na podobieństwie.

Wczoraj miałam okazję szkicować w ciemnościach. Jedynym źródłem światła był komputerowy monitor oraz mała lampka, którą wykonałam we wpisie walentynkowym. To doświadczenie okazało się być świetną szkołą szkicowania, dlatego dzisiaj od samego rana pracowałam nad kolejnym szkicem szkoleniowym. Postanowiłam pokazać Wam, jak wyglądają poszczególne etapy mojej pracy nad tworzeniem portretu ze zdjęcia.





Przybory jakie używam do szkicowania to niezmiennie ołówek H, gumka do mazania w ołówku oraz zwykła gumka. Do ołówka H od zawsze żywię moc ciepłych uczuć. Myślę, że w przypadku szkicu warto używać dowolny ołówek - byleby nie zbyt twardy lub miękki. Znając ołówki, lepiej sprawdzą się te o pośredniej miękkości (wielkim znawcą nie jestem, rysuję od niedawna! ;) ).

Pracowałam dzisiaj nad szkicem na podstawie tego zdjęcia:



Krok pierwszy - rozmiar zdjęcia
Czytając kilka moich wpisów można łatwo wywnioskować, że mam wieczne problemy z drukarką. Wiele osób rysujących wspomaga się wydrukowanym zdjęciem - ja nie miałam takiej możliwości zbyt często, dlatego wprawiłam się w rysowaniu prosto z monitora. 
Drukując zdjęcie można dopasować je do wymiarów kartki, dowolnie poprzycinać obrazek w programach komputerowych. Rysując na podstawie wyświetlanej grafiki trzeba posłużyć się innym sposobem; jest to porównanie.


Trzymając kartkę obok zdjęcia mogę bez problemu oszacować, czy musi ono zostać przycięte, powiększone, czy w jakikolwiek inny sposób zmodyfikowane. Ja zazwyczaj nieco je powiększam.

Krok drugi - bazgranie
Czytając kilka moich wpisów można również zauważyć, że wyznaję zasadę niechlujstwa na kartce. Im więcej zamieszania, błędnych kresek i poprawiania, tym lepiej mi się rysuje! Czasami dążę do realistycznego efektu - szczególnie, gdy chcę oddać jak najwięcej podobieństwa na portrecie. Wtedy muszę nieco przystopować z moją ogromną chęcią bazgrolenia kresek gdzie popadnie. Ten szkic będzie przykładem właśnie tego czystego niechlujstwa :)

Zaznaczam wstępnie, gdzie znajduje się jaka część ciała mojego modela (Sylvestra, którego można było poznać we wpisie o Nadziejce!). Lekko nanoszę linie pomocnicze - odmierzam ołówkiem długości każdej części twarzy i metodą "na oko" zamieszczam je na kartce.

Mniej więcej tak wygląda moje odmierzanie. Tutaj znalazłam ołówek, który oddaje wielkość głowy Sylvestra na "jeden i trochę".



Mocniej zaznaczam resztę ciała, nie przejmując się tym, że na chwilę obecną wszystko, co na kartce nieco różni się tym, co ukazuje zdjęcie. Naprawdę warto jest (choć na próbę!) zapomnieć o chęci oddania podobieństwa i od ogółu dotrzeć do szczegółu.



Zaznaczyłam linię włosów. Spostrzegłam, że moja naniesiona linia pionowa dociera mniej więcej do czubka czupryny Sylvestra, co pokazuję Wam ołówkiem :)



Postanowiłam nie omijać ładnego tła ze zdjęcia. Naniosłam jakieś kreski ekhem... "pomocnicze".



Krok trzeci - nanoszenie szczegółów
Powoli, nie przejmując się błędami nanoszę kolejne szczegóły twarzy. Resztę obrazka właściwie przez cały czas ignoruję - skupiam się na części, która jest (według mnie) najważniejsza w portrecie. Jak widać na poniższym obrazku, lekko zaznaczyłam oczy, usta i wstęp do nosa.



Następnie wymazuję wszystko to, co do tej pory naszkicowałam - uważając jednak na to, by zostawić lekki zarys mojego szkicu szczegółów.
Korzystając ze stworzonych wcześniej bazgrołów i mając przed sobą zdjęcie, staram się narysować każdą z części twarzy. Lekko wymazuję przy tym główne linie - poziomą i pionową, na których do tej pory opierałam swoje bazgrołki.





Krok czwarty - główne poprawki
Nadszedł czas na porządki. Zauważyłam, że linia twarzy musi zostać poprawiona, dlatego powróciłam do odmierzania, a wyniki pomiarów zaznaczyłam na twarzy modela. 



Tak wygląda mój szkic po wszystkich poprawkach i wymazaniu bazgrołków:



Podczas, gdy przechodzę do wypełniania twarzy, cieniowania, zazwyczaj ponownie lekko zmazuję poszczególne części szkicu i delikatnie rysuję je na nowo. 

Nie radzę traktować tego wpisu jako tutorialu na temat szkicowania. Myślę, że każdy z Was rysujących ma swój sposób na dobrze wykonany szkic - może ktoś zechce się nim podzielić?
Piszcie w komentarzach; macie jakieś niezawodne tricki, dzięki którym szkic do portretu zawsze wychodzi Wam idealnie? :)

Zuza :)

czwartek, 19 maja 2016

Sarnia Nadzieja + wpis organizacyjny #2

Cześć!

Czy tylko ja mam problem z zapanowaniem nad stresem?
W trakcie matur (które - mam nadzieję, że dla mnie już się skończyły!) próbowałam wielu sposobów, polecanych przez rodzinę, przyjaciół i internautów. Niestety, nawet bazgranie po kartce nie przyniosło upragnionego i wyczekiwanego przeze mnie skutku.

Jednak - gdyby nie maturalny stres, nie powstałoby to... coś.
Sarnia Nadzieja! Któż inny, jak nie ja, mógł na to wpaść? :)




Uwielbiam sarny i jelenie. To według mnie najbardziej urocze zwierzęta, jakie istnieją.
Od długiego czasu poluję na zdjęcie z sarną, czekam na odpowiedni moment, by wykonać na swojej twarzy makijaż, dzięki któremu choć na moment mogłabym poczuć się jak sarna. Sądzę, że w poprzednim wcieleniu na bank byłam właśnie sarną. A jeśli nie, będę w kolejnym!

Nadzieja, jako Księżniczka, którą narysowałam już czwarty raz, musiała więc przeobrazić się w sarnę. Na dodatek możecie pierwszy raz zobaczyć ją z nowym nabytkiem (który ma w nosie! :) ).
Ot taki dziwny, niecodzienny i bardzo niechlujny rysunek chodził mi po głowie. 

Co do kwestii organizacyjnych; jako, że jestem już po maturach, mogę stopniowo powracać do blogowania. Przepraszam Was baaaardzo, że tak długo trwała moja przerwa. W trakcie całego roku szkolnego nie miałam ani krótkiej chwili, którą mogłabym przeznaczyć na wcielanie większych kreatywnych pomysłów w życie.
Na szczęście jest już po wszystkim! Dlatego zapowiadam, że do Was powracam - z głową pełną pomysłów oraz wielkim zapałem do pracy :)

Jednak na chwilę obecną nie mogę podać konkretnego dnia, w którym będę dodawać wpis. Bardzo możliwe, że kolejne wpisy będą pojawiały się nieregularnie, ponieważ muszę nadrobić nie tylko straty blogowe - na czas nauki tak jakby "zniknęłam" ze świata, w związku z tym chciałabym przeznaczyć swój czas na powrót do życia w każdej sferze :)

Jak się Wam podoba kolejna odsłona niechlujnej Księżniczki?
A czy Wy macie swoje sprawdzone sposoby na pokonanie stresu? :)

Zuza ;)

czwartek, 24 marca 2016

Wielkie starcie: wiszer vs jego brak :)

Cześć!
Bardzo się cieszę, że po dłuuuugiej przerwie od rysowania w końcu mogę pokazać Wam najnowsze rysunki. Ostatnio nie rysuję zbyt często; mój czas zajmuje głównie szkoła i Simsy :)

Obydwie prace, które dzisiaj Wam zaprezentuję znacznie się od siebie różnią - i nie chodzi mi tutaj o wygląd portretowanych mężczyzn :)



Moi drodzy! Po wielu próbach, podejściach, w końcu stworzyłam rysunek bez użycia wiszera. Tak, możecie być ze mnie dumni, bowiem w moim przypadku to nie lada wyczyn :D
Zanim przejdę do tej jakże wyjątkowej i niesamowitej pracy, którą tworzyłam z dala od nawet najmniejszej chęci rozmazywania, zaprezentuję Wam portret Mehmeta Gunsura, czyli księcia Mustafy z serialu "Wspaniałe stulecie".


Podczas rysowania Mustafy zależało mi na podobieństwie, lecz przede wszystkim był to dla mnie dosyć ważny test - nie wiedziałam, czy po przerwie od bazgrania po kartce będę umiała naszkicować, a potem "upodobnić" szkic do postaci ze zdjęcia. Jak na tak długą przerwę, jestem zadowolona z uzyskanego efektu.
Nie jest to wspaniała, idealna praca, lecz na jej podstawie łatwo jest zauważyć, nad czym muszę jeszcze długo pracować. I o to chodziło! :)

Po skończeniu portretu księcia postanowiłam, że nadeszła pora na spełnienie swojego marzenia.
Własny portret Doriana Graya. To jest coś!


Książka Oscara Wilde "Portret Doriana Graya" zawiera zupełnie inny opis głównej postaci od tej - wykreowanej w filmie "Dorian Gray" (w reżyserii Olivera Parkera).
Jednak zdecydowałam się pozostać przy filmowym Dorianie - przede wszystkim przez wzgląd na odtwórcę głównej roli. Jest nim Ben Barnes (czyli mój ukochany książe Kaspian z Narnii :D).

Dlaczego tym razem nie użyłam wiszera?
Powód jest błahy i myślę, że nikt nie podejrzewałby mnie o takie kaprysy!

Bynajmniej nie chodziło mi o wypróbowanie swoich sił w rysowaniu bez rozmazywania. Co więcej: nadal nie czuję się na tyle wprawiona w rysowanie, by ćwiczyć tę trudną do opanowania technikę.
Ja po prostu chciałam uzyskać efekt bardziej niewyraźny, może niechlujny (? ;)). Głównie po to, by Dorian na rysunku był podobny do tego na filmowym portrecie.

Oto fragment portretu, o którym mowa :)

W tym przypadku (o dziwo!) również jestem zadowolona z efektów pracy.
Pomimo, że widać na niej moje techniczne braki, nadal cieszę się, że Dorian na portrecie wygląda właśnie tak.
Przyznaję, że wiszera użyłam tylko i wyłącznie do ciemnych części garderoby Graya. Podczas rysowania koszuli nie rozmazywałam ołówka (i właśnie na tym przykładzie widać, że rysowanie bez rozmazywania szło mi nieco lepiej w końcowych etapach pracy, niż początkowych :D).

Według mnie, pomimo braku umiejętności i wprawy, w walce wygrywa rysowanie bez wiszera. Sądzę, że nadaje pracy charakteru, rysunek nie jest wtedy tak "płaski". To moje zdanie.

A Wy; co sądzicie o tej walce? Wygrywa wiszer, czy może jego brak? :)
Jak oceniacie moje (pełne błędów i niedociągnięć) prace?
I czy podoba się Wam nowy wygląd bloga? :D

Zuza ;)

piątek, 7 sierpnia 2015

co sie kryje w Zuzki glowie? :) - Nadège

Cześć!
Dzisiaj opowiem Wam o genezie portretu jednej z moich panienek z Francji :D
Moja ulubiona - Nadège, doczekała się kolejnego portretu i wprawdzie nie byłoby to nic nadzwyczajnego, gdyby jej pierwowzorem nie był mężczyzna. Ale o tym za chwilę... :)



Może pamiętacie Nadège z wpisu o inspiracjach i moim odejściu od wiernego kopiowania fotografii?
Zaznaczyłam tam, że do powstania sióstr zainspirował mnie język francuski. I owszem! Był on głównym powodem, przez który postanowiłam narysować takie śliczności z wyobraźni :D

Sylvester Ulv (według mnie) nie należy do piękności. Poznałam go w jednym z teledysków, w którym występował. Początkowo uznałam go za wybitnie brzydkiego modela, lecz z czasem zaczęłam lubić jego niecodzienną urodę.

źródło: thefashionography 

Jego zdjęcia opanowały mój prywatny Tumblr, często oglądałam jego zdjęcia - po prostu, z nudów. Nie, żeby nagle zaczął mi się podobać - jego osoba zaciekawiła mnie, chciałam dowiedzieć się o nim więcej. W związku z moją ciekawością szukałam filmów na Youtube, które przedstawiają jego osobę, jak również wpisywałam jego imię i nazwisko w Google (aby wyszukać i poznać przeróżne ciekawostki o Sylvestrze).

Oto zdjęcie, które w szczególności zainspirowało mnie do rysunku. Źródło.


Chyba podświadomie zmieniłam plany co do wyglądu Nadège na pierwszym portrecie. Jak wiecie z poprzedniego wpisu o niej, początkowo miała być grzecznym, spokojnym aniołkiem. Nie minęło dużo czasu, aż doszło do zmiany postanowień - w ostateczności Nadzieja stała się moją ulubioną postacią, której wygląd w pewnym stopniu odzwierciedla moje własne upodobania.


Nie, żebym ja sama uwielbiała nosić irokez, ale ryjek mi się śmieję, gdy widzę osoby z tak pięknymi fryzurami :) 



Nadzieja, jako moja kochana i cudowna ulubienica doczekała się drugiego portretu. Nie mogę obiecać, że na tym się zakończy. Sama nie wiem, czy jeszcze kiedyś wpadnę na nowy pomysł, ale na razie - kilka słów o Nadège numer dwa.



Chciałam, naprawdę szczerze chciałam narysować jej włosy. Jednak po kilku przymiarkach i różnych kombinacjach (irokez, włosy położone na bok, krótka fryzura) uznałam, że ŁYSA NADZIEJA TO NAJLEPSZA NADZIEJA :D
A żeby nie było nudno, nieudolnie starałam się narysować jej wianek. Nie chciałam, żeby był złożony z wielu rodzajów kwiatów lub aby był gruby i napakowany zielskiem. Miał to być rząd drobnych, czerwonych kwiatków (bez względu na to, co to za kwiatki są) - zrobiłam tak, jak planowałam.

Moje kredkowe umiejętności są raczej na poziomie przedszkolaka, dlatego przepraszam każdego mistrza kolorów :) Kombinowałam jak mogłam, aby kwiaty wyglądały... jak kwiaty. No i żeby przy tym nie zlały się w czerwoną opaskę.


Nadège wygląda właściwie tak, jak sobie to zaplanowałam - oprócz jednej małej zmiany.
Nadzieja miała być ubrana w swoją czarną koszulkę, lecz na jej nagość wpłynęły głównie trzy czynniki

1. Moje lenistwo nie pozwoliło mi na rysowanie najnudniejszej części rysunku
2. Nie potrafię stworzyć ładnego ubrania
3. Spodobała mi się taka forma rysunku

I oto jest! Wymarzona, wyśniona, piękniejsza wersja Sylvestra.

Czy podoba się Wam moja nowa praca?
I czy u Was też jest tak gorąco? :D

Zuza :)

piątek, 29 maja 2015

troche o mnie - zniszcz ten dziennik #2

Cześć! ;)
Wakacje zbliżają się do uczniów wielkimi krokami - już częściej świeci słońce, bez wahania można ubrać krótkie gatki.
Mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawę z tego, co aktualnie dzieje się w szkołach - świetnym przykładem na ocenowe wariactwo jest mój terminarz ze sprawdzianami na przyszły tydzień. Piszę cztery sprawdziany w ciągu trzech dni!
Aby na chwilę uciec od obowiązków i nauki, mam dla was kreatywny pierwszy wpis do zakładki "o mnie" :)


Na rzecz pustej zakładki wybrałam kilka już uzupełnionych (lub wypełnionych z myślą o blogu) stron Dziennika. Postanowiłam ukazać wam kilka faktów o mnie, opinii oraz ciekawostek :)

Mój pierwszy wybór padł na stronę "Bębnij po tej stronie ołówkami (lub kredkami)" :)


Jak widać, bębenek był rysowany spontanicznie i niestarannie - kolory wybierałam na zasadzie "która kredka wpadnie w łapsko", zaś za pałeczki posłużyły mi kredki.
Podłączyłam słuchawki do telefonu i odtworzyłam playlistę z najczęściej odtwarzanymi piosenkami - na stronie obok wypisałam wszystkie piosenki, jakie tylko usłyszałam ;)


Twa - The Word Alive, MMF - Memphis May Fire, EIMH - Eris Is My Homegirl :)

Poznaliście moją aktualną playlistę, teraz pora na "co mam w torebce" :D


To zadanie wydawało się być idealne do mojego pomysłu - jednak obrysowywanie przedmiotów o nieregularnych kształtach było nie lada wyzwaniem.




Myślę, że dosyć dziwnym pytaniem byłoby "Zuzanno, jak ty w ogóle pachniesz?", ale jeśli kogokolwiek kiedykolwiek będzie to interesowało - odpowiedź jest prosta :)


Uwielbiam zapach tej wody toaletowej - nie zmieniam perfum od dobrych trzech lat :)

Bardzo lubię oglądać ładne samochody - jako, iż mój gust jest dosyć... specyficzny (i sama się do tego przyznaję), od pewnego czasu oglądam jedynie Mini Coopery :D
Oczywiście nie pocierałam dziennikiem o obce Mini - brud na kartkach pochodzi z samochodu mojej mamy. Co oczywiście nie przeszkodziło mi narysować Mini na stronie obok :) (pierwszą jego wersję można zobaczyć TU)



 Pozostało mi pokazać wam ostatnie zadanie, które wypełniłam specjalnie z myślą o tym wpisie.
Jest to "miejsce na negatywne komentarze".


Poprosiłam rodzinę, przyjaciół i zwierzęta o opisanie moich negatywnych stron. Wszyscy byli zaskoczeni słysząc ode prośbę "podaj jakąś moją negatywną cechę", ale myślę, że każdy z nich na swój sposób poradził sobie z zadaniem :)

Nie, tymi podpisami pod cytatami wcale nie ukazuję swojej wrednej strony :)

Drugą stronę przeznaczyłam na moje własne negatywne myśli na swój temat. Starałam się nie użalać nad sobą i nieco się ograniczałam :D




To by było  na tyle, jeśli chodzi o dzisiejszy Dziennikowo - poznawczy wpis.
Macie może jakieś pytania o mnie, które was nurtują? Jeśli tak - piszcie śmiało w komentarzach pod wpisem. Jako, iż będę miała wolny czas dopiero podczas wakacji, a nie chciałabym kolejnego zastoju w pojawianiu się wpisów, chętnie opiszę kwestie, o których mnie poinformujecie.

Jak podoba wam się ta niecodzienna forma uzupełniania strony, która od początku istnienia bloga utknęła w etapie tworzenia?
Macie jakieś propozycje, które strony Dziennika mogę uzupełnić i zaprezentować je wam w przyszłych wpisach?
No i w końcu - czy wy też nie macie wystarczającej ilości czasu na naukę? :)

Zuza ;)

piątek, 24 kwietnia 2015

sens niechlujnego rysunku - jubileusz rysowania, cz. II

Hej! :)
Ponowne przeziębienie zadziałało na korzyść rozwoju moich rysunków.
Dzięki temu, że siedziałam w domu przez cały tydzień, Joëlle została ukończona.


Miałam duży problem z zeskanowaniem tej pracy, ze względu na... włosy!
Niestety, tak to bywa, gdy do zwykłego papieru do drukarek mocno przyciska się ołówki :D Struktura kartki na włosach Joëlle uległa odkształceniom - wyraźnie się pofalowała.

Podobny problem przechodziłam przy poprzednim rysunku, jednak po pewnym czasie kartka stała się płaska. Mam nadzieję, że i w tym przypadku tak będzie :)

Chcąc pomóc skanerowi, postanowiłam położyć na pracę kilka książek - mój podręcznik od angielskiego nawet prześwituje wraz ze swoim niebieskim kolorem. 

Nie zwracajcie uwagi na dwie małe głowy nad Joëlle - to tylko żart ze strony mojej siostry. Nie jestem fanką zespołu One Direction :D

Jak pewnie już zauważyliście, podczas pracy nad tymi trzema dziewczętami nie przykładałam się szczególnie do realizmu, pięknego tła i ubrań. Sama nie wiem, skąd w mojej głowie pojawił się pomysł na tak surowe, niechlujne wręcz przedstawienie postaci. 
Koszulki trzech sióstr są jedynie zaznaczone - są tam i tyle wystarczy. Nie czułam potrzeby dokończenia ich w sposób dokładny.

Sens niechlujnego rysunku - czy on istnieje? Czy nie patrzyłoby się lepiej na pracę dokładną, na której postacie ubrane byłyby w koszule tak realistyczne, że ciężko by było uwierzyć, że nie są to zdjęcia?
Otóż, ja staram się uciec od kopiowania zdjęć. Owszem, jest to w pewnym stopniu pasjonujące i satysfakcjonujące, lecz po pewnym czasie nie widać już postępów w swojej pracy. To oczywiście moje zdanie i możecie się ze mną nie zgadzać, ale według mnie, fotorealizm nie do końca rozwija.

Mnie nie kręci już odtwarzanie zdjęć. Nie podoba mi się spędzanie czasu na wiernym kopiowaniu fotografii, a na pewno nie robienie tego non stop. 


Niechlujny rysunek do niczego nie zmusza. 
To coś więcej, niż rysunek tylko z wyobraźni.
Oczywiście ja jak zwykle inspirowałam się ciekawymi fryzurami, lecz nawet w tej kwestii nie ograniczałam się tylko do wzoru i wyobraźni.
Jak już kiedyś wspominałam, kocham rysować włosy. Uwielbiam oczekiwać na efekt końcowy, kombinować, co byłoby można we fryzurę wprowadzić nowego, co zaciekawi odbiorcę. Najlepiej efekt niechlujności widać na ubraniach, których po prostu nie lubię rysować. Byle jak postawione kreski nawet nie zostały dokładnie rozmazane - bo o ile do twarzy wiszer jest niekonieczny, o tyle ubrania musiały się rozmywać, zanikać. 



A co do niechlujności i fotorealizmu - jeśli interesuje was świetny warsztat ze strony technicznej i podoba wam się tworzenie rysunków jak z rzeczywistości, oczywiście idźcie śmiało w tym kierunku.
Brak realizmu i praca na bazie swojej wyobraźni to dla mnie najlepsze rozwiązanie, bowiem rozwija to artystyczne zrozumienie bazgrania po kartce ołówkiem i uczy, że niechlujny efekt również wymaga czasu :)

Tu dobrze widać, jak bardzo pofalowała mi się kartka :D

Podoba wam się Joëlle? Co o niej myślicie?
I jakie macie podejście do fotorealizmu i niechlujnego realizmu?

Zuza :)

P.S.: TRZYMAJMY KCIUKI ZA MOJĄ SIOSTRĘ EMI!

piątek, 17 kwietnia 2015

making of I - Joëlle, jubileusz rysowania, cz.I

Cześć :)
Po tygodniu rysowniczego leniuchowania czeka mnie tydzień pełen pracy. Dlatego właśnie postanowiłam poszukać dodatkowej inspiracji i skupić się na dzisiejszym wpisie - pokażę wam, jak idzie mi mój jubileuszowy rysunek.

Dwudziesty portret w życiu - postanowiłam to uczcić. Wspomniałam w TYM wpisie, że często moją inspiracją są muzycy, którzy tworzą bliską mi muzykę. Odkąd poznałam The Word Alive, chciałam narysować podobiznę perkusisty - Luke jest bardzo zdolnym instrumentalistą, dla którego perkusja jest całym życiem. Sama kiedyś grałam, a nawet chodziłam do Szkoły Muzycznej i wiem, jak ćwiczenie, doskonalenie muzycznych umiejętności jest satysfakcjonujące - dlatego właśnie w pełni rozumiem jego zapał i miłość do perkusji.


Oto szkic po długotrwałym procesie upiększania. Rysowałam go (niestety) późną porą, stąd też niewyraźne zdjęcie (wybaczcie!) :)
Należę do osób, które nie skupiają się czasie tworzenia. Nie liczę godzin, nie staram się szybko skończyć pracy. Wolę ją przeciągać, zastanawiając się, co mogłabym jeszcze poprawić - w tym przypadku okazało się to zgubnym nawykiem :D


Po około tygodniu zaczęłam zabawę z tłem. Nie starałam się jednak zatrzymywać się przy nim i gdybym tylko poczuła taką potrzebę, zabrałabym się za inny fragment rysunku.



W wolnej chwili postanowiłam skończyć tło i jak widać, w ostateczności odechciało mi się nad nim pracować :D Dlatego zaczęłam lekko odznaczać twarz Luke'a. 


Oczywiście tworzenie twarzy perkusisty bardzo mi się spodobało. Uznałam, że dobrze będzie najpierw odznaczyć twarz, a potem dopracowywać szczegóły. Nadal nie przejmowałam się tłem, rysowałam z myślą, że jest to jeden z tych portretów, które muszą wyjść mi dobrze. Jak widać, nie do końca mi się to udawało :D



Jak widać, wzięłam się porządnie za tło. Zaczęłam już zaznaczać jaśniejsze punkty, które widać było na zdjęciu, jednak zostawiłam je w spokoju i...

Właśnie w tym momencie zauważyłam, że oczy nie są takie, jakie chciałabym narysować.
Wymazałam je i poprawiałam kilka razy, lecz nic to nie dało. Przeżyłam wtedy duże załamanie, ponieważ był to mój jubileuszowy rysunek - ten, który chciałam dopracować do ostatniego szczegółu i gotowa byłam siedzieć z nim nawet pół roku. Były to tylko moje zamiary, niestety :D

W pokonaniu mojego załamania (w głowie miałam tylko myśli "nigdy już nic nie narysuję, to był  mój ostatni rysunek w życiu") bardzo pomógł mi przyjaciel, który uświadomił mi, jak powinno wyglądać moje rysowanie. Wraz z jego słownym wsparciem i kolejną fryzurową inspiracją powstała Joëlle - trzecia siostra z Francji :)


Na początku była ona nastolatką, jednak nie podobał mi się ten pomysł. 
W przypadku Joëlle oraz jej starszych sióstr  nie zwracam uwagi na szkic, a postać dojrzewa z każdą kreską. Zmienia się po upływie każdej minuty.



Joëlle nadal wygląda jak nastolatka. Zauważyłam też, że ponownie jest to grzeczna dziewczynka (nie wliczając w to Nadège :D) i nie chciałam się powtarzać. Nos również - jej starsze siostry mają nieduże, proste noski, więc Joëlle musiała się wyróżniać :)


I na tym szkicu postanowiłam zakończyć jej upiększanie. Lekko zakrzywiony nos, tunel w uchu (mam do nich słabość) i - jak widać poniżej - nieco mocniejszy makijaż nie czyni jej mniej subtelną od poprzedniczek :)


Filtr w tabletowym aparacie zmienił nieco jej kolor, ale o tak późnej porze i przez brak słońca nie mogę nic na to poradzić.
Zdjęcia skończonej Joëlle pojawią się, przewiduję, za jakieś dwa tygodnie :)

Rozciągnęłam wpis zdjęciami, lecz zainteresowani (już z aska wiem, że trochę się was uzbierało) mam nadzieję nie będą narzekać :)

Czy was również śmieszy fakt mojego załamania? :D
Co myślicie o Joëlle?

Sue :)


P.S.: Dostałam w komentarzach już nie raz przypomnienie, że zakładka "o mnie" nadal tkwi w etapie tworzenia. Mogę uzupełnić ją w sposób naturalny, czyli napisać coś o sobie i sprawa będzie załatwiona, jednak jeśli macie jakieś propozycje na niekonwencjonalne uzupełnienie tej zakładki, piszcie w komentarzach - chętnie poczytam o waszych pomysłach :)