Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zniszcz ten dziennik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zniszcz ten dziennik. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lipca 2015

wakacje! - zniszcz ten dziennik #3

Hejka!
Wakacje to czas, który spędzam na pracy i tworzeniu.
Cały początek tygodnia spędziłam na robocie, a wczorajszy i dzisiejszy dzień przeznaczyłam na uzupełnianie Dziennika. Przedstawiam wam kilka Dziennikowych nowości - niektóre naprawdę go zniszczyły :D



Pierwszą i główną zmianą było... ulepszenie okładki :)
W Dzienniku można znaleźć stronę, na której mamy do odbębnienia pięć zadań: pomazać okładkę, stronę tytułową, ze wskazówkami oraz redakcyjną. Musimy też zagiąć rogi swoich ulubionych stron.
Ja już dawno zrobiłam wszystkie zadania oprócz jednego - pomazania okładki.
Mój Dziennik (jak już kiedyś wspominałam) jest raczej ozdabiany, a nie niszczony - dlatego zamiast pomazać, okleiłam okładkę ozdobnym papierem :)







Mam bzika na punkcie gazet naukowych. Moje szuflady zajmuje "Świat wiedzy", "Sekrety nauki", czy "Świat na dłoni". Nie mogłabym postąpić inaczej - zadanie "Przyklej tu przypadkowe strony z gazet" wykonałam, korzystając z moich zasobów "Świata wiedzy" :)






















Monolog wewnętrzny uzupełniałam przez długi czas i w końcu mogę uznać, że jest skończony.
Użyłam do niego fragmentów tekstu piosenek, ulubionych wierszy, cytatów z filmów i książek. 























Wypełnianie strony kółkami - to było czasochłonne, ale całkiem przyjemne i proste do wykonania zadanie.




Na sam koniec zostawiłam dripping, który pokazałam na pierwszym zdjęciu. 
Muszę przyznać, że... po prostu mnie poniosło :D
Początkowo mój katalog plam miał być wypełniony tylko pojedynczymi kolorami farb, jednak strony wydawały się być smutne i zwyczajne. Porządnie skropione farbą kartki Dziennika o wiele bardziej mi się podobają - a Wam? Oceńcie sami :)





Mam nadzieję, że wakacje spędzacie na odpoczynku i nie uciekają Wam one tak szybko, jak mi.
Niestety - koniec roku dopiero się zaczął, a ja w ciągu tego tygodnia nie zdążyłam poczuć, że są wakacje. I jak co roku mam już ochotę iść do szkoły - własnoręcznie ozdabiane zeszyty, notesy, ołówki zachęcają mnie do nauki jeszcze lepiej, niż dobra ocena z matematyki! :D Na szczęście do moich szkolnych ręcznych robótek jeszcze daleko i mam nadzieję, że wakacyjny czas w końcu stanie w miejscu i nie będzie pędził tak szybko do przodu.

A Wy, uzupełniacie swoje Dzienniki podczas dni wolnych od szkoły?

Zuza :)

piątek, 29 maja 2015

troche o mnie - zniszcz ten dziennik #2

Cześć! ;)
Wakacje zbliżają się do uczniów wielkimi krokami - już częściej świeci słońce, bez wahania można ubrać krótkie gatki.
Mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawę z tego, co aktualnie dzieje się w szkołach - świetnym przykładem na ocenowe wariactwo jest mój terminarz ze sprawdzianami na przyszły tydzień. Piszę cztery sprawdziany w ciągu trzech dni!
Aby na chwilę uciec od obowiązków i nauki, mam dla was kreatywny pierwszy wpis do zakładki "o mnie" :)


Na rzecz pustej zakładki wybrałam kilka już uzupełnionych (lub wypełnionych z myślą o blogu) stron Dziennika. Postanowiłam ukazać wam kilka faktów o mnie, opinii oraz ciekawostek :)

Mój pierwszy wybór padł na stronę "Bębnij po tej stronie ołówkami (lub kredkami)" :)


Jak widać, bębenek był rysowany spontanicznie i niestarannie - kolory wybierałam na zasadzie "która kredka wpadnie w łapsko", zaś za pałeczki posłużyły mi kredki.
Podłączyłam słuchawki do telefonu i odtworzyłam playlistę z najczęściej odtwarzanymi piosenkami - na stronie obok wypisałam wszystkie piosenki, jakie tylko usłyszałam ;)


Twa - The Word Alive, MMF - Memphis May Fire, EIMH - Eris Is My Homegirl :)

Poznaliście moją aktualną playlistę, teraz pora na "co mam w torebce" :D


To zadanie wydawało się być idealne do mojego pomysłu - jednak obrysowywanie przedmiotów o nieregularnych kształtach było nie lada wyzwaniem.




Myślę, że dosyć dziwnym pytaniem byłoby "Zuzanno, jak ty w ogóle pachniesz?", ale jeśli kogokolwiek kiedykolwiek będzie to interesowało - odpowiedź jest prosta :)


Uwielbiam zapach tej wody toaletowej - nie zmieniam perfum od dobrych trzech lat :)

Bardzo lubię oglądać ładne samochody - jako, iż mój gust jest dosyć... specyficzny (i sama się do tego przyznaję), od pewnego czasu oglądam jedynie Mini Coopery :D
Oczywiście nie pocierałam dziennikiem o obce Mini - brud na kartkach pochodzi z samochodu mojej mamy. Co oczywiście nie przeszkodziło mi narysować Mini na stronie obok :) (pierwszą jego wersję można zobaczyć TU)



 Pozostało mi pokazać wam ostatnie zadanie, które wypełniłam specjalnie z myślą o tym wpisie.
Jest to "miejsce na negatywne komentarze".


Poprosiłam rodzinę, przyjaciół i zwierzęta o opisanie moich negatywnych stron. Wszyscy byli zaskoczeni słysząc ode prośbę "podaj jakąś moją negatywną cechę", ale myślę, że każdy z nich na swój sposób poradził sobie z zadaniem :)

Nie, tymi podpisami pod cytatami wcale nie ukazuję swojej wrednej strony :)

Drugą stronę przeznaczyłam na moje własne negatywne myśli na swój temat. Starałam się nie użalać nad sobą i nieco się ograniczałam :D




To by było  na tyle, jeśli chodzi o dzisiejszy Dziennikowo - poznawczy wpis.
Macie może jakieś pytania o mnie, które was nurtują? Jeśli tak - piszcie śmiało w komentarzach pod wpisem. Jako, iż będę miała wolny czas dopiero podczas wakacji, a nie chciałabym kolejnego zastoju w pojawianiu się wpisów, chętnie opiszę kwestie, o których mnie poinformujecie.

Jak podoba wam się ta niecodzienna forma uzupełniania strony, która od początku istnienia bloga utknęła w etapie tworzenia?
Macie jakieś propozycje, które strony Dziennika mogę uzupełnić i zaprezentować je wam w przyszłych wpisach?
No i w końcu - czy wy też nie macie wystarczającej ilości czasu na naukę? :)

Zuza ;)

piątek, 20 lutego 2015

moim zdaniem: zniszcz ten dziennik #1

Jestem posiadaczką Dziennika. Tak, tego dziennika, który wiele osób krytykuje, bo to nudne i wszyscy to mają. I postanowiłam coś na jego temat powiedzieć.




Nie byłam wielką fanką tej książki. Gdy się dowiedziałam o jej istnieniu uznałam ją za niepotrzebną, bo kto by chciał niszczyć jakiś dziennik? :) 
Przekonałam się do niej dopiero w czasie przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia - wiecie, bieganie po sklepach w poszukiwaniu prezentów pod choinkę. Moja siostra bardzo chciała go mieć, więc uznałam, że go ode mnie dostanie.
Na świąteczne zakupy wybrałam się z przyjacielem, który akurat był w okolicy (pozdrawiam cię, Adam!) i obydwoje zachwyciliśmy się dziennikiem dopiero wtedy, gdy trzymaliśmy jeden egzemplarz w rękach. Nie szkodzi, że ja mam lat siedemnaście, a on dwadzieścia. Szybko przekonaliśmy się, że wiek nie gra w tym przypadku żadnej roli.



Własny dziennik kupiłam na początku stycznia. I to nie jest tak, że moje zdanie o nim całkowicie się zmieniło, bo gdybym nie uczyła się rysować, nie chciałabym tej książki.

Moim zdaniem jest ona stworzona dla osób, które lubią wyrazić swoją kreatywność.
Mogłabym ukończyć tę książkę po niecałych dwóch godzinach, wypełniając każde zadanie tak, jak jest napisane w instrukcjach. Mogłabym malować po nim błotem, keczupem, pluć na niego kawą, rzucać nim w ściany i w końcu zrobić z niego nawóz dla roślin. Nie robię tego, bo nie chcę.

Ja chcę, żeby ten dziennik był mój. Chcę, żeby różnił się od innych. I myślę, że taki był właśnie zamysł autorki.
Czy to nie cudowne? W księgarni spotykamy półkę z dziennikami. Każdy z nich jest identyczny, a dopiero, gdy zaczynamy swoją destrukcję zyskuje on na wartości. Obojętnie, czy idziemy w stronę ozdabiania, czy jednak podoba nam się dziennik w keczupie.

"Zniszcz ten dziennik" to nie nowość i może nie będę ciągnąć tłumaczenia sensu jego istnienia.

Dla mnie jest to książka, która nauczyła mnie swobodnego rysowania.
Zawsze podczas szkicowania czułam, że muszę się bardziej starać, bo potem będę miała problemy z dalszą pracą nad portretem. Sam szkic potrafił odebrać mi dwie godziny z życia, a razem z nimi odchodziła wszelka radość rysowania.
Teraz szkicuję dwadzieścia minut i nie zmienia to efektu pracy. No, może oprócz odpowiedzialności za rysunek czuję również radość, gdy go widzę. 
Moje rysunki w końcu zaczynają być naprawdę moje :)
Na pozór niepozorna książka bardzo wiele mnie nauczyła.
Żeby nie było nudno, pokażę kilka stron z dziennika, które już wypełniłam :)

I proszę - nie krytykujcie mnie za to, że "ozdabiam, a nie niszczę". To jest moja kreatywna destrukcja.





Nawet przyjaciele się postarali i zgodzili się nie porwać stron przeznaczonych dla nich na strzępy ;)

Oczywiście nie chciałam nakłaniać nikogo do kupna książki - jest ona dostępna już tak długo, że każdy, kto miał go posiąść, już to zrobił :)

A wy, macie swoje dzienniki? Co o nich sądzicie? I jak wygląda wasza destrukcja?

Sue ;)

P.S.: Dostałam już paczkę z potrzebnymi materiałami i dzisiaj startuję z bardzo prostym i przyjemnym DIY!